Do G.
W zasadzie, to nie wiem, czemu do ciebie piszę. Nie zasługujesz na ani jedną literę, która wychodzi spod moich palców. Po prostu nie jesteś tego warta. Ale coś jednak zmusza mnie do tego, żeby napisać.
Na nerwy działasz mi już od dłuższego czasu. Z twoim fałszywym uśmiechem spotykam się prawie codziennie. Odzywasz się do mnie tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebujesz. W inne dni jestem dla ciebie powietrzem. Albo jakimś piórkiem, któremu tak często każesz spierdalać.
Nie powinno się gardzić ludźmi. Nawet tymi najpodlejszymi. Ja tobą nie gardzę z innych powodów. Po prostu nie uważam, żebyś mogła sprowokować mnie teraz do myślenia o tobie. O kimś, kto nie reprezentuje sobą żadnego poziomu. Rzygam tym, co robisz, tym, co mówisz, tym, co myślisz. Wygląda na to, że rzygam tobą.
Nie jestem zwolennikiem przemocy. Nienawidzę, kiedy wymierzasz mi policzek. Zupełnie, jakbym był twoją własnością. Albo jakbyś była o mnie zazdrosna. Choć nie dałem ci do tego powodów. Nigdy nie miałaś prawa do tego, żeby mnie uderzyć. Nigdy również go nie otrzymasz.
Nie darzyłem cię jakąś specjalną sympatią. Po prostu byłaś, a ja
się do ciebie odzywałem. W pewnym momencie przesadziłaś. Bardzo mocno. Kolejny raz.
Jednak od czwartku postanowiłem przestać być tak pobłażliwy. Teraz będę
już konsekwentny. Może to okropnie infantylne, ale wiedz, że już więcej się do ciebie nie
odezwę.
Jakby to powiedzieć... to smutny koniec naszej znajomości. Na twoją własną prośbę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z pamiętnika Adonisa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z pamiętnika Adonisa. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 marca 2013
piątek, 8 marca 2013
Jeden dzień Kobiety, cały rok Mężczyzny
Do G.
Dziś Dzień Kobiet. Powiem szczerze, że jak widzę niektóre dziewczyny, to zastanawiam się, czy zasługują na to, aby dostać jakiegokolwiek kwiatka. Zero w nich subtelności, a co drugie słowo to "kurwa" (same siebie tak określają czy co?). Z kolei inne chyba myślą, że zasługują na jakieś drogie prezenty z tytułu bycia kobietą i stroją foszki, kiedy daje się im zwykłego kwiatka. A przecież liczy się pamięć i drobny gest.
W tym momencie wchodzi się również w temat lizodupstwa, które jest często obecne na arenie uczeń-nauczyciel. Kurczę, naprawdę nie wystarczy standardowe sto lat? Koniecznie trzeba kupować bógwiejakie prezenty? A najlepsze jest to, że taki przyzwyczajony belfer, zupełnie jak dziewczyny powyżej, również stroi foszki, jeśli nie dostanie jakiegoś upominku n-ty raz w ciągu roku. Według mojej skromnej opinii, to jest po prostu żałosne
No dobra, wszystkie formalności załatwione, więc oficjalnie rozpoczynam weekend. Zamierzam trochę przysiąść do nauki, bo czasu coraz mniej, a spraw do załatwienia coraz więcej. Tak sobie myślę, że za dwa miesiące nie będę się już widzieć z niektórymi ludźmi. W sumie trochę szkoda, bo mimo wszystko się do nich przywiązałem. Zobaczymy.
Dziś Dzień Kobiet. Powiem szczerze, że jak widzę niektóre dziewczyny, to zastanawiam się, czy zasługują na to, aby dostać jakiegokolwiek kwiatka. Zero w nich subtelności, a co drugie słowo to "kurwa" (same siebie tak określają czy co?). Z kolei inne chyba myślą, że zasługują na jakieś drogie prezenty z tytułu bycia kobietą i stroją foszki, kiedy daje się im zwykłego kwiatka. A przecież liczy się pamięć i drobny gest.
W tym momencie wchodzi się również w temat lizodupstwa, które jest często obecne na arenie uczeń-nauczyciel. Kurczę, naprawdę nie wystarczy standardowe sto lat? Koniecznie trzeba kupować bógwiejakie prezenty? A najlepsze jest to, że taki przyzwyczajony belfer, zupełnie jak dziewczyny powyżej, również stroi foszki, jeśli nie dostanie jakiegoś upominku n-ty raz w ciągu roku. Według mojej skromnej opinii, to jest po prostu żałosne
No dobra, wszystkie formalności załatwione, więc oficjalnie rozpoczynam weekend. Zamierzam trochę przysiąść do nauki, bo czasu coraz mniej, a spraw do załatwienia coraz więcej. Tak sobie myślę, że za dwa miesiące nie będę się już widzieć z niektórymi ludźmi. W sumie trochę szkoda, bo mimo wszystko się do nich przywiązałem. Zobaczymy.
Autor:
Maciek
o
15:13
Jeden dzień Kobiety, cały rok Mężczyzny
2013-03-08T15:13:00+01:00
Maciek
problemy egzystencjalne|z pamiętnika Adonisa|
Comments
Etykiety:
problemy egzystencjalne,
z pamiętnika Adonisa
czwartek, 7 marca 2013
PWr
Do Z.
Byłem wczoraj we Wrocławiu na dniach otwartych Politechniki Wrocławskiej. Udaliśmy się maleńką grupką na wydział chemiczny, do sali 220 (bodajże). Zaskoczyło mnie to, że w środku ten budynek jest tak zaniedbany. Obdrapane ściany strasznie rzucały się w oczy. Wewnątrz sali wykładowej ławki świetna atmosfera. Ławki... no właśnie. Poczułem się jak w gimnazjum, kiedy to namiętnie pisało się po blatach różne teksty. Ludzie, co się z wami dzieje? Takie rzeczy już nie pasują do studentów! Zostaliśmy przywitani przez samego dziekana, a następnie poprowadzone zostały dwa wykłady. Pierwsza występowała pani, która się doktoryzuje. Mówiła o biotechnologii, ale co drugie słowo wstawiała irytujące "yyy" i sprawiała wrażenie zupełnie nieprzygotowanej. Za to druga pogadanka była już nieco ciekawsza - prowadził ją jakiś doktor inżynier habilitowany chuje muje dzikie węże (tudzież róże). Trzecią częścią były pokazy. Strasznie denerwowały mnie niedobrane współczynniki, braki w substratach czy znak równości zamiast strzałki w równaniach reakcji. Mimo wszystko to było chyba najfajniejsze i najbardziej wartościowe, bo całkiem przydatne. Po spędzonej tam godzinie stwierdziłem, że przynajmniej 1/3 osób tam siedzących, przyszła sobie z nudów. Tak o, dla zabicia czasu ("Przeczytaj tę ulotkę i powiedz mi, co to jest ta biotechnologia, bo ty jesteś mądra", "- Jaki związek sodu jest używany do wypieku ciasta? - Sól kuchenna", ...). Reasumując, nie zachęcili mnie zbytnio do tego wydziału (bo liczyłem na coś o technologii chemicznej), ale i tak mi się podobało i zamierzam złożyć tam swoje papiery. Tym bardziej, kiedy okazało się, że próg punktowy na mój wymarzony kierunek ze 180 spadł do 90, czyli technicznie rzecz biorąc, dostały się osoby z przeciętnym wynikami matur z chemii i matematyki na poziomach podstawowych (!). Także tego, trochę do roboty i mam nadzieję zobaczyć siebie w przyszłym roku na tamtym wydziale - mimo że pani prowadząca powiedziała nam "do zobaczenia za dwa lata".
Byłem wczoraj we Wrocławiu na dniach otwartych Politechniki Wrocławskiej. Udaliśmy się maleńką grupką na wydział chemiczny, do sali 220 (bodajże). Zaskoczyło mnie to, że w środku ten budynek jest tak zaniedbany. Obdrapane ściany strasznie rzucały się w oczy. Wewnątrz sali wykładowej ławki świetna atmosfera. Ławki... no właśnie. Poczułem się jak w gimnazjum, kiedy to namiętnie pisało się po blatach różne teksty. Ludzie, co się z wami dzieje? Takie rzeczy już nie pasują do studentów! Zostaliśmy przywitani przez samego dziekana, a następnie poprowadzone zostały dwa wykłady. Pierwsza występowała pani, która się doktoryzuje. Mówiła o biotechnologii, ale co drugie słowo wstawiała irytujące "yyy" i sprawiała wrażenie zupełnie nieprzygotowanej. Za to druga pogadanka była już nieco ciekawsza - prowadził ją jakiś doktor inżynier habilitowany chuje muje dzikie węże (tudzież róże). Trzecią częścią były pokazy. Strasznie denerwowały mnie niedobrane współczynniki, braki w substratach czy znak równości zamiast strzałki w równaniach reakcji. Mimo wszystko to było chyba najfajniejsze i najbardziej wartościowe, bo całkiem przydatne. Po spędzonej tam godzinie stwierdziłem, że przynajmniej 1/3 osób tam siedzących, przyszła sobie z nudów. Tak o, dla zabicia czasu ("Przeczytaj tę ulotkę i powiedz mi, co to jest ta biotechnologia, bo ty jesteś mądra", "- Jaki związek sodu jest używany do wypieku ciasta? - Sól kuchenna", ...). Reasumując, nie zachęcili mnie zbytnio do tego wydziału (bo liczyłem na coś o technologii chemicznej), ale i tak mi się podobało i zamierzam złożyć tam swoje papiery. Tym bardziej, kiedy okazało się, że próg punktowy na mój wymarzony kierunek ze 180 spadł do 90, czyli technicznie rzecz biorąc, dostały się osoby z przeciętnym wynikami matur z chemii i matematyki na poziomach podstawowych (!). Także tego, trochę do roboty i mam nadzieję zobaczyć siebie w przyszłym roku na tamtym wydziale - mimo że pani prowadząca powiedziała nam "do zobaczenia za dwa lata".
Etykiety:
z pamiętnika Adonisa