Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy egzystencjalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy egzystencjalne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 kwietnia 2013

Pociągiem do Nieba

Do M.

Wiem, że nigdy tutaj nie zajrzysz. Wiem, że nigdy tego nie przeczytasz. Wiem, że nigdy tego nie skomentujesz. No, chyba że sprowokuję to sam. Ale nie chcę tego. Nie zmieniajmy stanu rzeczy.

Jak daleko jest Warszawa? Bardzo daleko, daleko, tylko troszkę daleko? Dla mnie to zaledwie godziny w pociągu. Momenty spędzone w eterze. Nic więcej.

Mój czas nie jest przeliczany na złotówki. Mogę go dla ciebie marnować. W dowolnej ilości. Możesz czerpać całymi garściami. Jeśli tylko zechcesz. Jeśli tylko dasz mi jakiś znak.

Już niedługo zagram zupełnie nową rolę. Stanę się pozornie samodzielny. A mimo to nadal przywiązany srebrną nicią do przeszłości, będącą jednocześnie przyszłością.

Ale kupię bilet. Wsiądę w końcu do tego pociągu. Nawet nie zdołasz mrugnąć milion razy, a już będę stał obok ciebie. W końcu. Bez ciebie czuję się taki bezradny.

Ale... Czy ty się w ogóle z tego ucieszysz?

niedziela, 17 marca 2013

Jak rzyć, borze?

Do T.

Czasem zastanawia mnie, dlaczego jedni mają lepiej w życiu, a inni nieco gorzej. W tym przypadku to ja jestem osobą, której się lepiej wiedzie. Mam matkę, ojca, rodzeństwo. I, choć czasem nie potrafię tego docenić, cholernie boję się, co będę, kiedy mi ich zabraknie.

Równie cholernie (a może nawet bardziej) podziwiam osoby, które potrafią sobie poradzić w trudnych sytuacjach: poczynając od śmierci chomika, kończąc na wychowywaniu młodszej siostry. Naprawdę, jesteście wielcy.

Nieco mniej, aczkolwiek i tak, podziwiam osoby, które nie poddają się, kiedy coś im nie wychodzi. Zwykle mam słomiany zapał, choć nie zawsze. Ale na pochwałę zasługują ci, którzy zawsze realizują swe plany, nawet te najbardziej niecne, od A do Z, zgodnie z wcześniejszym schematem.

Najmniej podziwiam tych, którzy po prostu radzą sobie w życiu. Bez większych sukcesów, bez większych porażek. Żyją. Mimo to nie każdemu się to udaje. Są tacy, którzy rezygnują.

A przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo!

piątek, 8 marca 2013

Jeden dzień Kobiety, cały rok Mężczyzny

 Do G.

Dziś Dzień Kobiet. Powiem szczerze, że jak widzę niektóre dziewczyny, to zastanawiam się, czy zasługują na to, aby dostać jakiegokolwiek kwiatka. Zero w nich subtelności, a co drugie słowo to "kurwa" (same siebie tak określają czy co?). Z kolei inne chyba myślą, że zasługują na jakieś drogie prezenty z tytułu bycia kobietą i stroją foszki, kiedy daje się im zwykłego kwiatka. A przecież liczy się pamięć i drobny gest.

W tym momencie wchodzi się również w temat lizodupstwa, które jest często obecne na arenie uczeń-nauczyciel. Kurczę, naprawdę nie wystarczy standardowe sto lat? Koniecznie trzeba kupować bógwiejakie prezenty? A najlepsze jest to, że taki przyzwyczajony belfer, zupełnie jak dziewczyny powyżej, również stroi foszki, jeśli nie dostanie jakiegoś upominku n-ty raz w ciągu roku. Według mojej skromnej opinii, to jest po prostu żałosne

No dobra, wszystkie formalności załatwione, więc oficjalnie rozpoczynam weekend. Zamierzam trochę przysiąść do nauki, bo czasu coraz mniej, a spraw do załatwienia coraz więcej. Tak sobie myślę, że za dwa miesiące nie będę się już widzieć z niektórymi ludźmi. W sumie trochę szkoda, bo mimo wszystko się do nich przywiązałem. Zobaczymy.

wtorek, 5 marca 2013

Z przyzwyczajenia

Do S.

Zastanawia mnie, jak wiele rzeczy w życiu robimy z przyzwyczajenia?

Codziennie rano budzisz się, odświeżasz, jesz płatki zbożowe na śniadanie i wkładasz swój ulubiony t-shirt. Z przyzwyczajenia. Później wychodzisz z domu, zamykasz drzwi na klucz i sprawdzasz trzykrotnie, czy na pewno zrobiłeś to, co właśnie przed paroma chwilami się dokonało. Z przyzwyczajenia. Dalej na klatce schodowej spotykasz jakąś osobę, z którą witasz się i wymieniasz skąpym uśmiechem. Z przyzwyczajenia. Po ośmiu godzinach pracy wracasz zmęczony do domu i od razu odpalasz telewizor. Wpatrujesz się w niego dość tępo, nie bardzo rozumiejąc, o czym mówi reporter. Z przyzwyczajenia. Patrzysz na zegarek: już późno! Szybko podnosisz się z kanapy i przygotowujesz spaghetti. Te same składniki, te same proporcje. Z przyzwyczajenia. Jeszcze na stole ustawiasz dwie świeczki, żeby - niby - było romantycznie. W końcu dzwoni dzwonek. Otwierasz, całujesz w usta, łapiesz za rękę, prowadzisz do salonu. Zjadacie wcześnie ugotowaną kolację. Udajecie się na kanapę. Trochę się śmiejecie, droczycie. Giniecie w swoich objęciach. W końcu wyznajesz, jak bardzo mocno ją kochasz. Niestety, mówisz to już tylko z przyzwyczajenia...

poniedziałek, 4 marca 2013

Mea culpa... Doprawdy?

 Do Z.

Czasami zastanawiam się, dlaczego niektórzy z nas interesują się życiem innych. Zaczyna się od niewinnej ciekawości, w końcu - niestety - dochodzi do pewnej obsesji.

Może ona kształtować się w różnych kierunkach.

Chcę wiedzieć o tobie... wszystko!
Co robisz, kiedy nie ma cię w szkole; gdzie jesteś, kiedy ciebie nie widzę; dlaczego ciebie nie ma i nawet nie raczyłeś mi o tym powiedzieć?! Do ku... nędzy, kim ja dla ciebie jestem, żeby opowiadać ci każdą minutę swojego życia? Kim TY jesteś dla mnie? A może: kim chciałbyś być? Nigdy nie zrozumiem, dlaczego niektórzy tak bardzo interesują się innymi ludźmi. W takim stopniu, że wysnuwają idiotyczne wnioski, które - oczywiście - mijają się z prawdą. Jakby tego było mało, to dzielą się nimi z innymi. I wchodzisz do tej szkoły. I wszyscy patrzą na ciebie jak na idiotę, może trochę z odrazą, ktoś tam spogląda ze współczuciem... W końcu twoja niedoszła dziewczyna ma HIV, a ty trzecią noc spędzasz poza domem, bo cię z niego wyrzucili.

Już wiem o tobie wszystko
Wiem, gdzie jesteś, co robisz, z kim robisz i dlaczego robisz to, co robisz. W końcu śledzę twoje wpisy na facebooku, wiadomości na tweeterze i opisy na komunikatorze. Przecież tak dobrze cię znam! Do ku... nędzy, uważasz, że mnie znasz, ponieważ przeczytałeś kilka moich wypowiedzi, wśród których pewnie 1/3 stanowiły emotikony albo wielokropki (de facto skierowane do takich jak ty)? Bardzo mi przykro, ale jesteś w błędzie. Hm, w sumie wcale nie jest mi przykro, bo sam wdepnąłeś w to gówno. Skoro twierdzisz, że wiesz o mnie tak dużo, to zachowaj niektóre te informacje dla siebie. To, że wiesz, wcale nie musi oznaczać, że wiedzieć muszą wszyscy. Jeżeli ty nie potrafisz uszanować cudzej prywatności, to chociaż spróbuj uwierzyć w to, że może inni potrafią, że może gówno ich obchodzi cudze życie?

Znam ciebie lepiej niż ty sam
Znam twoje myśli, zanim jeszcze na nie wpadniesz. Po prostu jesteś moim duchowym bratem, jesteśmy jak rodzeństwo syjamskie! Od twoich sąsiadów dowiedziałem się wielu rzeczy, o których nawet nie masz zielonego pojęcia. Czy wiedziałeś, że jak miałeś półtora roku, to wpadłeś to nocnika?! Do ku... nędzy, jesteś najgorszą gnidą, jaka może się przytrafić. To, że nie masz swojego życia, wcale nie musi oznaczać, że koniecznie chcesz pojawić się w moim. Jak dobrze przeczytałeś: MOIM. A "moje" oznacza, że należy do MNIE, nie do ciebie. Zajmij się czymś bardziej przydatnym, na przykład pomóż mamie w ogródku. Wydaje mi się, że to będzie znacznie ciekawsze hobby niż bycie moim fanem (albo kryptoantyfanem, choć z drugiej strony: po ch... takie osoby się wypowiadają na temat tych, których nienawidzą?).

Z tego wszystkiego wypływa bardzo prosty wniosek: zajmij się sobą.